|
...we let the weirdness in... życie przeżywane od starości do urodzenia, puszczone od tyłu... same kłamstwa i zmyślenia, zero prawdy
środa, 02 listopada 2011
Rewidujący
Nigdy go nie lubiłem. Nawet nie wiem za co. Może po prostu mało o nim pamiętałem. Zadzwonił miesiąc temu. Przedstawił się. Nazwisko nic mi nie mówiło. Mówił, że chodziliśmy do jednej klasy w szkole. Nie, nic z tego. Nie pamiętam. Tłumaczył pół godziny. Miał widać czas. Ok, już wiem o kogo chodzi. W czym rzecz, pytam. On na to, że rewiduje swoje życie. Teraz pyta wszystkich, których znał czy go pamiętają. Jakby to miało znaczenie. On się zastanawia, czy jest sens dalej być. Czy jakby po prostu znikł, to cośby to zmieniło. Matkę przekonał, że nie. Chyba nie, mówię. Przynajmniej u mnie. Nawet jakbym zobaczył jego nazwisko w gazecie, że zniknął, to nie zwróciłbym uwagi. To znaczy teraz bym zwrócił, ale wcześniej nie. Jakoś tak udało mu się wmanewrować mnie, że pogada ze mną osobiście. Przypadkowo powiedziałem mu gdzie pracuję. W zeszłym tygodniu podszedł do mnie jak wracałem do domu. To ja, powiedział. Nie poznałem. Z twarzy nie przypominał mi nikogo, kogo znałem. Znowu dłuższa chwila na przypomnienie. Przytaknąłem z roztargnieniem, dochodząc do wniosku, że podczas tamtej rozmowy telefonicznej myślałem chyba nie o tej osobie. Spotkanie twarzą w twarz spowodowało jeszcze większy zamęt, bo teraz już nie byłem zupełnie pewien z kim rozmawiam. Mówi, że w szkole często rozmawialiśmy, ale zawsze o czymś nieistotnym. Często pytał z tylnej ławki ile do końca lekcji, bo nie miał zegarka. Cóż, to nie jest wielki wyróżnik. Mógł tam siedzieć całe pięćdziesiąt lat i rozmawiać ze mną pięćdziesiąt godzin, a i tak przeleciałby przez moją pamięć w następnej chwili. Zapytałem go, czy on tak nie ma ze mną. Odpowiedział, że miałby ale rewiduje życie i sobie przypomina. Odpowiedziałem więc, żeby się nie przejmował. Że pewnie miał parę śmiesznych powiedzonek, które przejąłem ja albo ktokolwiek inny i w ten sposób zyska sobie nieśmiertelność. Albo może wyśmiewali go z jakiegoś powodu. I teraz jak się czasem spotkają, to mówią: a pamiętasz tam-tego jak to-tam? I się śmieją przez chwilę. No tak, ale ja nie przypominałem sobie żadnych konkretów. Ok, to ja nie przeszkadzam, pójdę porozmawiać z innymi, powiedział i poszedł. Tak sobie spacerowałem przez miasto i z dużą niepewnością zastanawiałem się, czy mnie z kimś nie pomylił.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Dezinstytucja instytutu
Ponieważ nic tak naprawdę nie istnieje i wszystko co widać jest tylko złudzeniem, które znika po dotknięciu, należy zacząć żyć nierzeczywistością. Jest to jedyny sprawdzony sposób na osiągnięcie szczęścia. Przepiękne kłamstwo jest bardziej wartościowe niż pospolita prawda. To co jest rzeczywiste, pozbawione jest blasku i znaczenia. Dopiero nasze zmyślenia pozwalają im zabłysnąć. Tym błahym blaszkom bez wartości przypisujemy wielką moc nabywczą. Wymieniamy za nie nasze bezsensowne wysiłki, nieuzasadnione nerwy, żale i rozpacz. W zamian możemy nabyć bezwartościowe przedmioty, które najlepiej służą do gromadzenia kurzu lub odcisków palców. Lub też opasłe tomy zapisanych kartek, które mają nam pomóc uciec z tego świata w sny. Te same sny, które i tak mamy za darmo, bo to standardowa funkcja mózgu, który nie umie sobie radzić z tym, co mu serwujemy. Różnica polega na tym, że snów nie kontrolujemy. Tak jak nie kontrolujemy swojego życia. Obudowujemy je jednak kłamstwem i iluzją, aby stworzyć pozory, że wszystko jest w porządku i pod kontrolą. Ja tak robię. Ty tak robisz. Robi tak więcej ludzi niż by się komukolwiek wydawało. Wyciągamy nasze różdzki, wymachujemy nimi i dzieją się czary. Czujemy się wspaniale, a potem nam smutno. Okazuje się, że w niektórych okolicznościach to nawet karalne.
wtorek, 22 marca 2011
Wciągam wszystko jak leci
Tak, nie ma co udawać. Od dawna nie żyję i chyba tylko głupi się nie zorientował. Wciągam nosem działkę za działką i nic się nie trzyma kupy. To miejsce jest jakieś z gruntu pojebane, ale mi to zwisa. Ja tylko siedzę i się patrzę. Mogę zrobić jakąś głupią minę. Ale kto by zwracał uwagę na trupa. Tylko ciężkie narkotyki i mocny alkohol. Zadnych fajek. Seks jest przereklamowany. Nie muszę się kaleczyć, upakarzać ani silić się na oryginalność. Najbardziej radykalne jest życie w cieniu, normalnie do bólu, przeciętnie co do milimetra. Szczególnie jeśli jest się martwym. Nie lubię się stroić, nie lubię zwracać uwagi, lubię siedzieć w kącie i nie robić nic spektakularnego. Wciągać wszystko jak leci. Do samego sedna, do przesady, bez żadnych oznak zewnętrznych. Tak, jestem odbity ze sztancy, numer 6756382 z tej serii, bez błędów i wypaczeń, standard i bez wyposażenia dodatkowego. Poza tym się wyłączyłem. Jeśli ktoś w dalszym ciągu nie zauważył.
poniedziałek, 14 lutego 2011
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Na dzieńdobry mówię cze
Zaśpiewajcie mi coś nowego, coś co mi się spodoba. Prawda niepotrzebna mi, tylko kilka dźwięków i miły głos. Kto by tam drżał za prawdą, kto by strzelał w jakiejś sprawie, gdy przyjemnie może być. Tylko modlić się o siebie i o swoich sprawach śnić. Po co mi walki o równe płace, po co sprawiedliwość i czyjś ciepły kąt. Po co żywienie biednych dzieci i dbanie o zwierzątek los. Ja tylko chcę te piękne kraje, głośne balangi i fury świst, fajne dupy, rozrywki i więcej nic. A potem odjebcie się, odjebcie się, ja śpiewać chcę, śpiewać sobie tą nową pieśń. Reszta tak bardzo wali mnie, odjebcie się. Mówię "cze" i oddalam się. Zaśpiewajcie więc coś nowego i odjebcie się.
wtorek, 16 listopada 2010
Nienawidzę cię, chociaż jesteś interesująca
Przepraszam, że często nie piszę. Przepraszam, że mam mało pomysłów i nie jestem kreatywny. Przepraszam, że obniżam loty, standardy i ocenę ogólną. Przepraszam, że zajmując wciąż to samo ciało, cofam w rozwoju psychikę. Przepraszam, że nie mam czasu. Przepraszam, że się nudzę. Przepraszam, że nic nie robię. Przepraszam, że jak coś zrobię, to zawsze źle. Przepraszam, że nic nie mówię. Przepraszam, że jak coś mówię, to zawsze jest nie tak. Przepraszam, że mówię co myślę. Przepraszam, że pada i jest brzydka pogoda. Przepraszam, że świat nie jest idealny a ludzie nie są z natury dobrzy. Przepraszam, że życie nie ma żadnego, najmniejszego choćby sensu. Przepraszam, że żyję, oddycham, jem, wypróżniam się i zajmuję przestrzeń. Przepraszam, że mam czasami pewne przypadłości zdrowotne, czym obrzydzam ludzi. Przepraszam, że nie mam przyjaciół. Przepraszam, że ludziom nie wolno ufać. Przepraszam, że przyszłość nie przyniesie nic, na co warto byłoby czekać. Przepraszam, że nadzieja zawsze zamienia się w strach. Przepraszam, że wszystko zawsze drożeje i nikogo na nic nie stać. Przepraszam, że kłamię cały czas. Przepraszam, że to moja wina. Przepraszam, że przepraszam. Przepraszam, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy...
wtorek, 26 października 2010
Przyjemny kicz dla dwóch osób za rozsądną cenę
Obudziło mnie słońce i podmuch wiatru przynoszący zapach morza. Nie musiałem się nigdzie spieszyć. Trochę przeciągania i ziewania. Za oknem cichy szum miasta i wzgórze wcinające się w wybrzeże. Plaża w miarę pusta. Mewy hałasują. Wyleniały kot powoli drepcze w stronę cienia. Włączam telewizor, jakaś dyskusja o czymś, przełączam na muzykę. Cały dzień wolny, coś by trzeba zrobić. Jakieś śniadanie, spacer, gapienie się na słońce, plaża, opędzanie się od handlarzy, słuchanie wiatru, uciekanie przed falami. To śmieszne, jak przez wiele dni musisz się nudzić, męczyć, wręcz mordować, żeby później móc cieszyć się chwilą. Czuć, że każdy moment jest święty i godny zapamiętania, podczas gdy tyle chwil pożegnało się z wyraźną ulgą. Podobają mi się te kolory, zapach i lenistwo. Jeśli chcę, to gdzieś pójdę albo zrobię, ale przecież mogę tu siedzieć i nie ruszać się bez powodu. Jeśli istnieje jakieś niebo, to chyba musi być to coś w tym stylu.
czwartek, 17 czerwca 2010
środa, 26 maja 2010
Mauzoleum
Dokądkolwiek pójdziesz będę padliną Manic Street Preachers "Mausoleum" * J.G. Ballard
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Oślepiające słońce nad horyzontem
Moja więź z tobą jest nierozerwalna. Może się wiele stać. Możemy się pokłócić, rozstać, obrzucić przekleństwem. Ale to co jest między tobą i mną pozostanie wieczne. Możesz wyjechać, zmienić numer i o mnie zapomnieć. Możesz umrzeć i obrócić się w proch. Ja może nawet zrobię to samo. Ale już nic nie cofnie tego co wiem i tego, co czuję. To się już nigdy nie odstanie. Kiedy patrzę na ciebie czuję tylko lekkie ukłucie. Przez moment, mgnienie oka i prawie wcale. |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||